Lisek urwisek

selfcoaching

Fajną książkę wczoraj dorwałam. How to Heal Anxiety and Depression by Joseph J. Luciani. Jest też po polsku, ale daję głowę, no dobra, pół głowy, że kiedy ją zamówicie z tej księgarni, odpiszą Wam, że niedostępna. Bo w rodzimym wydawnictwie już brak. Ale TU znalazłam spory fragment, który pozwoli Wam ocenić przydatność książki*. Mnie wciągnęła od początku i choć są fragmenty, które nie powalają, jak choćby gadka o prowadzeniu ze sobą rozmów motywacyjnych (jakież to amerykańskie, ble!), to większość do mnie trafia i zamierzam się pobawić w tropienie tego, co Luciani nazywa Insecure Child, i kopanie go w tyłek. Chyba nawet zakupię w tym celu specjalny zeszyt do prowadzenia terapeutycznych zapisków.

Luciani uświadomił mi, że nie ma czegoś takiego jak wewnętrzne dziecko, nad którym należy się pochylać, pocieszać je i głaskać, jak twierdzi moja terapeutka i jak ja sama myślałam. Oraz że Niepewny Dzieciak i Kreatywny Dzieciak to dwie różne osoby. Niepewny Dzieciak, którego parę postów temu ochrzciłam liskiem idealistą, jest tyranem, który próbuje sterować moim życiem, i wcale nie trzeba go żałować ani przytulać, bo jeszcze bardziej się wtedy rozbestwia. Należy po prostu go olać. Nie słuchać go, a jeśli słuchać, to tylko po to, by go zdemaskować i odsunąć od władzy. On to nie ja, a ja to nie on. Owszem, kiedyś byłam tym dzieciakiem, ale byłam też innym, Dzieciakiem Kreatywnym, i jego dziedzictwo pragnę pielęgnować. Przynajmniej teraz, na nexpramie, bo pewnie to dzięki niemu wydaje mi się, że cały świat mam u stóp. Tak czy owak, mam nadzieję, że terapia i autoterapia coś dają i że przestawszy brać lek, nie stanę się ponownie niewolnicą Niepewnego Dzieciaka.

Zanim zapytacie, czy nie będzie mi żal, że odtrącając go, pozbywam się czegoś, co było integralną częścią mnie, powiem tak: jeśli to coś jest mi potrzebne, jeśli jest wspólną częścią Niepewnego i Kreatywnego, liska idealisty i liska urwiska, będzie dalej ze mną żyło wraz z tym ostatnim. Zresztą nie mam złudzeń, że tak szybko i łatwo pozbędę się Niepewnego Dzieciaka. To będzie, a właściwie jest, bo tak naprawdę trwa od dawna, mozolny proces. Możliwe, że dzieciak do końca mojego życia będzie się wychylał i będę musiała toczyć z nim regularne bitwy. Ale w tej chwili, gdy to piszę, nie utożsamiam się z nim. Nie żal mi go. Nie zamierzam go przytulać ani głaskać. Idę tam, gdzie mnie ciągnie lisek urwisek, Dzieciak Kreatywny.

Ciekawe, co terapeutka na to, że podważam jej teorię. Nie omieszkam jej o tym pojutrze powiedzieć 🙂

* A tu proszę, okazuje się, że to nie ta sama książka. Ta, która wyszła po polsku, nosi tytuł The Powerful Program to Beat Anxiety and Depression i jest chyba nowszą, ale sądząc po polskim fragmencie i dość bełkotliwym spisie treści, mniej przekonująca wersją tej, którą mam ja. Chyba że to tylko polskie wydanie jest bełkotliwe.

Reklamy

Informacje o zciszy

A loser, but with perspectives
Ten wpis został opublikowany w kategorii autoterapia, terapia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.