Otwarcie pięści

Założyłam sobie zeszycik, w którym notuję różne spostrzeżenia związane z moimi problemami, ich analizą i rozwiązywaniem. Wszystko według wskazówek z książki Lucianiego, bo z terapeutką zaczynam się trochę rozmijać. Oczywiście doceniam wszystko, co dla mnie zrobiła do tej pory, zwłaszcza że to moje trzecie podejście do terapii, a pierwsze udane. Z drugiej strony dochodzę do wniosku, że jak człowiek jest gotowy na terapię, to wystarczy, że terapeuta jest solidny i pamięta, co się do niego mówiło poprzednim razem, albo ma dobre notatki, a kiedy pacjent nie jest gotowy, to terapeuta mógłby stawać na rzęsach i nic by nie osiągnął. No dobrze, może są tacy, którzy daliby radę, ale ja na takich nie trafiłam.

W zeszyciku wpisałam sobie różne założenia, wskazówki i maksymy z książki (np. „If you allow insecurity to steer your life, then don’t expect to have a life”), zrobiłam dwie tabelki – jedną dotyczącą spostrzeganych u siebie przejawów perfekcjonizmu i prób kontrolowania wszystkich aspektów swego życia – rzecze bowiem Luciani, a ja czuję (ale nie w żadnym konkretnym miejscu swojego ciała, jak chciałaby pani terapeutka), że ma rację, iż perfekcjonizm i próby osiągnięcia pełnej kontroli nad życiem są oznakami niepewności, poczucia słabości, lęku przed ryzykiem, przed wzięciem odpowiedzialności za własne losy. Są jak zaciskanie pięści w obawie, że w każdej chwili może paść cios.

Druga tabelka dotyczy mojej odwiecznej zmory, jaką jest poczucie winy za wszystko wokół. Na razie mam po jednym przykładzie każdej z tych rzeczy z ostatnich dni i wydaje mi się, że poradziłam/radzę sobie z nimi całkiem nieźle.

Jeśli chodzi o próbę kontrolowania, a w tym wypadku dotyczy ona kontroli nad tym, co ktoś o mnie myśli, odpuściłam natychmiastowe prostowanie czyichś opinii o mnie, które wydają mi się błędne. W końcu każdy i tak ma wypaczone wyobrażenie o innych osobach i zazwyczaj nawet nie wiemy, jak ktoś sobie nas wyobraża, więc chyba wypada się pogodzić z tym, że to wyobrażenie trochę, a może i więcej, różni się od naszego. Jeśli coś jest istotne, a błędna opinia się utrwala, należy to wyprostować, ale nie ma co się szarpać o każdy drobiazg.

Tabelka z poczuciem winy zawiera pewien przykład na to, jak czuję się winna wobec kogoś, kto się na mnie zawiódł. Akceptuję, że zrobiłam pewne zamieszanie, ale nie pompowałam jakoś strasznie oczekiwań drugiej osoby – to głównie ona je pompowała, a ja jej na to pozwalałam. Potem nagle stwierdziłam, że mam przesyt kontaktów z nią i jestem zmęczona zagęszczeniem emocji. Postanowiłam się nieco wycofać i wyszło na to, że od początku nie byłam z nią szczera. Nawet nie umiem powiedzieć, czy to prawda. Pewnie w niewielkim stopniu tak. Tak czy owak zostałam zaatakowana pretensjami i czymś, co odebrałam jako szantaż emocjonalny lub próbę obarczenia mnie winą nie tylko za ten wycinek, ale i za przyszłość mojej korespondentki. No bo skoro ja okazałam się taka nieszczera i w ogóle, to jej się teraz odechciało znajomości z kobietą! Biorąc pod uwagę jej wcześniejsze wzmianki, że na facetach się zawiodła, wychodzi na to, że skoro teraz zawiodła się na kobietach (w mojej osobie), jest już skazana na samotność i bycie nieszczęśliwą. Ironizuję, ale naprawdę czułam się dość podle, gdy mi napisała, że nie zamierza na razie szukać dziewczyny. Na szczęście dosyć szybko sobie to przetrawiłam i stwierdziłam, że nawet jeśli nie zawsze postępowałam wobec niej w stu procentach fair (bo flirtowałyśmy i choć na pewno nie było tak, że się bawiłam jej oczekiwaniami, to jednak miałam świadomość, że jest jedną z kilku moich korespondentek, a ja dla niej jedyną), spoczywa na mnie odpowiedzialność tylko za ten wycinek, a nie za całokształt jej życia i związków.

Drugą sprawą jest moja złość o to, że ktoś mnie szantażuje emocjonalnie. Wyniosłam to z domu, bo moja mama była w tym mistrzynią. Dlatego prawdopodobnie reaguję zbyt nerwowo. Możliwe, że dana osoba wcale nie miała takiego zamiaru, tylko chciała się nad sobą poużalać, żeby poczuć ulgę. A nawet jeśli miał to być szantaż lub próba zrzucenia na mnie winy, to też nie ma się o co zżymać, bo świadczy to o słabości tej osoby i o tym, że ona sama nie potrafi wziąć na barki odpowiedzialności za własne życie. Jeśli więc ja to potrafię, a staram się, to optymalnym wyjściem jest zminimalizowanie zarówno poczucia winy, jak i gniewu na drugą osobą o to, że próbuje mnie nim obarczyć.

Skomplikowane? Nie dla kogoś, kogo ten problem dotyka 😉

When I look back upon my life
It’s always with a sense of shame
I’ve always been the one to blame…

– śpiewają Pet Shop Boys. Uwielbiam tę piosenkę, bo dotyka moich doświadczeń. Trudno się wyzwolić z takiego poczucia winy dosłownie za wszystko, ale kiedy już człowiek zorientuje się, jak to działa, może to z siebie strząsnąć. Czasami jeszcze będzie się borykał ze szczątkami tego uczucia, ale nie będzie ono już tak wszechogarniające i beznadziejne jak kiedyś.

Co rzekłszy, idę oglądać mecz.

Advertisements

Informacje o zciszy

A loser, but with perspectives
Ten wpis został opublikowany w kategorii autoterapia, nadzieja, nerwica, obawy, terapia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.