Ekran ochronny

Dzisiejszy wpis jest poniekąd kontynuacją tego, o czym piszę tutaj. Odkąd pamiętam, a właściwie odkąd zaczęłam pragnąć czyjegoś uczucia, strasznie demonizowałam przytulenie, nie mówiąc już o bliższym kontakcie fizycznym. W skrócie można powiedzieć, że strasznie się go bałam. A konkretnie bałam się chyba nie samego przytulenia, tylko tego, jak sobie poradzę, gdy ono się skończy. Miałam wrażenie, że pozwalając sobie na przytulenie się do kogoś, wyłączam ekran ochronny, stając się całkowicie bezbronna i podatna na zranienie – jak niemowlę oderwane od piersi matki. Bo też chyba właśnie z niemowlęctwa to uczucie pochodzi.

Nie chodzi przy tym o każde przytulenie, na przykład objęcie na dzień dobry czy do widzenia kolegi lub koleżanki, lecz jedynie o taki dotykowy kontakt z kimś, na kim mi zależy – zwłaszcza jeśli, co się przecież zdarza, tej osobie nie zależy na mnie w takim samym stopniu. Wtedy włączają się te reminiscencje przerwanej więzi z matką (odtrącenia?).

Zawsze mnie wkurzało, że mam tak głęboko zakorzenione w sobie tak pierwotne emocje i nie potrafię z tym nic zrobić. Tym bardziej że moje dorosłe doświadczenia nie potwierdzają zasadności tego lęku. Tak na serio przytulałam się w życiu z trzema osobami i z nimi wszystkimi coś mnie łączyło. Z dwiema z nich się rozstałam, co w tamtych okresach było dla mnie nieprzyjemnym doświadczeniem, ale nie przypominam sobie, żebym jakoś głęboko cierpiała akurat z powodu utraty możliwości przytulania się do nich. Był to jeden z aspektów większej całości, na którą składały się elementy fizyczne i emocjonalne. Poza tym z perspektywy czasu nietrudno zauważyć, że przeżyłam jakoś te rozstania i nawet uważam dziś, że dobrze się stało.

Wczoraj wieczorem naszedł mnie ten temat, a ponieważ ostatnio czuję się dość silna i biorę byka za rogi to na tej, to na tamtej arenie, spróbowałam i tym razem. Pomyślałam sobie, że nie ma co demonizować tego przytulania i wzbraniać się przed nim w obawie, że nie wiadomo co się stanie, bo po pierwsze, jestem dorosłą kobietą, a nie bezbronnym niemowlęciem, i tak samo jak ta osoba mi coś daje, tak i ja jej coś daję, a po drugie, to ja decyduję, czy i kiedy mogę sobie pozwolić na wyłączenie ekranu ochronnego i kiedy należy włączyć go ponownie.

Jak mi to będzie wychodziło w praniu, to już inna sprawa. Ale będę się starać, żeby dorosłe emocje zapanowały nad niemowlęcymi.

Reklamy

Informacje o zciszy

A loser, but with perspectives
Ten wpis został opublikowany w kategorii autoterapia, lęk, miłość, obawy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.