Nie potrafię zrozumieć

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak wielka część mojego życia, te najpiękniejsze lata, zostały całkowicie zmarnowane pod względem poznawania miłości, seksu, uczenia się bliskości z drugim człowiekiem. Przepełnia mnie wielki żal, którego nie mam przeciwko komu skierować. Nie rozumiem, dlaczego żyłam w tak całkowitym przeświadczeniu o tym, że jestem pariasem, który nie ma prawa nawet zabiegać o czyjąś bliskość, bo jeśli pokaże, że mu zależy, to zostanie unicestwiony. Być może nie myślałam w takich słowach, ale do tego się to sprowadzało. Nie rozumiem, skąd ten stan, bo przecież tyle osób wychowało się w znacznie bardziej patologicznych warunkach, odmawiano im znacznie bardziej podstawowych praw, a jednak potrafili wchodzić w związki, choćby i toksyczne; nie bali się bliskości fizycznej; a ja, z trochę stukniętej, ale w sumie jakoś tam funkcjonującej rodziny, z nikim się nie zbliżyłam, bariera dotyku była dla mnie nie do przekroczenia, bariera uczucia podobnie – nie wiem, która bardziej. Tyle zmarnowanych lat, których już nikt mi nie odda, przez które do dziś muszę się borykać z brakiem wiedzy o sobie i swoich potrzebach.

Kiedy ktoś się mną interesował, wściekałam się, bo było dla mnie oczywiste, że sobie kpi. A kiedy tak się odkrył, że stawało się jasne, iż jego uczucie jest szczere, byłam pełna pogardy – bo jakim trzeba być zerem, by się zakochać w takim zerze jak ja?

Ten jeden raz, kiedy się z kimś zbliżyłam, będąc jeszcze dość młoda, udał się chyba dlatego, że była to kobieta, więc się nie spodziewałam i strach był mniejszy, choć i tak przez cały czas znajomości żyłam w przerażeniu, że zrobię coś nie tak, jak ona by chciała. Pewnie odtrąciłabym ją, gdyby dała się odtrącić, ale ona nie pytała.

Gdybym potrafiła zrozumieć, dlaczego wzrastałam w poczuciu wyjęcia poza nawias ludzkiego społeczeństwa, wiem, że nie zrekompensowałoby mi to straconego czasu i doświadczeń, których nigdy nie nadgonię. A jednak chciałabym zrozumieć. Bardzo bym chciała. Myślę, że wtedy byłoby mi lżej, a może zdołałabym trochę lepiej poukładać te klocki, z których jestem zbudowana.

Niestety, raczej nie będzie mi to dane. Muszę przyjąć, że tak już jest, i mimo wszystko starać się jakoś dojść ze sobą do ładu. I żyć dniem dzisiejszym, żyć naprawdę. Żebym za dziesięć czy dwadzieścia lat nie spojrzała wstecz i nie musiała znów żałować, że czegoś nie zrobiłam, nie przeżyłam, albo że nie dość się w to zaangażowałam. Żebym nie miała poczucia, że z tchórzostwa albo lenistwa przeszłam obok życia, obok jego najważniejszych i najpiękniejszych spraw.

 

Advertisements

Informacje o zciszy

A loser, but with perspectives
Ten wpis został opublikowany w kategorii dysfunkcje, niska samoocena, problemy z adaptacją, smutek. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.