Odstawianie leku c.d.

Czas na kolejny raport na temat tego, jak wygląda proces odstawiania leku i jak się z tym czuję. Jakieś dwa i pół miesiąca temu przeszłam z całej tabletki nexpramu na pół dziennie. Początkowo czułam ból żółądka i niestrawność, które często miewałam, gdy nie brałam prochów (zapewne nerwicowe). Po paru dniach przeszło. Ale stopniowo, tak po 2-3 tygodniach zaczęłam czuć, że coś się zmienia, że wracają pewne zjawiska sprzed prochów – długotrwałe przejmowanie się czymś, problemy z zaśnięciem czy właśnie z żołądkiem. Na szczęście nie były dokuczliwe, niemniej jednak wygląda na to, że utrzymanie się skutków długotrwałego brania leku u mnie nie nastąpiło.

W końcu na początku sierpnia zaczęłam się przymierzać do odstawienia w ogóle. Uważałam, że branie połowy docelowo jest bez sensu, bo nie pomaga wystarczająco, więc albo odstawiam całkiem i przynajmniej mam satysfakcję, że funkcjonuję bez leków, albo wracam do całej tabletki. Ale na początek chciałam spróbować bez.

Ponieważ bałam się takiego zupełnego odstawienia, wymyśliłam sobie, że na początek będę brać połówkę co drugi dzień. To pewnie już w ogóle nie będzie mieć żadnego efektu z wyjątkiem efektu placebo, ale o ten właśnie mi chodziło, żeby czuć się pewniej. I akurat chyba pierwszego czy drugiego dnia bez tabletki zranił mnie jakiś głupi troll w necie glupim tekstem, który w ogóle powinnam była olać. I to zranienie bolało długo. Powoli przechodziło, godzinami, podczas gdy kiedy brałam nexpram, zwykle szybciej potrafiłam się zebrać, przestawić umysł na coś innego. Wtedy sobie pomyślałam – dupa, chyba jednak nie dam rady bez prochów. Ale troll przeminął, potem już miałam lepsze samopoczucie, więc nadal celuję w totalne odstawienie. Świadomość, że zawsze mogę wrócić, dodaje mi sił, choć z drugiej strony wiem, że początki są trudne – mniej więcej w trzecim tygodniu brania czułam się jeszcze gorzej niż przed – no i nigdzie nie jest powiedziane, że będzie działać tak dobrze jak przedtem. Ale klamka zapadła – zmniejszyłam dawkę, częstotliwość, zobaczymy. Staram się być dobrej myśli. Jeśli będę czuła, że moje życie i moja wydajność się znacząco pogorszyły (ile to jest znacząco? myślę, że więcej niż 15-20%), to wrócę do prochów, a jeśli będzie w miarę dobrze i tylko od czasu do czasu coś mnie sieknie, to może spróbuję żyć bez. W końcu żyłam tak czterdzieści lat. Choć dopiero teraz wiem, że moge żyć pełniej, robić więcej fajnych rzeczy i lepiej się czuć.

Się zobaczy.

 

Advertisements

Informacje o zciszy

A loser, but with perspectives
Ten wpis został opublikowany w kategorii ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.