Powrót do przy(e)szłości

Spotkanie zakończeniowe u pani psycholog przebiegło dobrze i wreszcie – na sam koniec! – powiedziała mi coś pozytywnego, mianowicie, że być może jestem silna, skoro dźwigam na plecach ciężar w postaci lęku przed odtrąceniem, a on mnie nie spowalnia. Oczywiście powiedziałam, że bardzo spowalnia, ale fakt – cały czas posuwam się naprzód, ostatnio nawet jakby szybciej.

Jestem jakieś dwa-trzy tygodnie po całkowitym odstawieniu leku. Ostatnio miałam dużo zdarzeń, zostałam wytrącona z normalnego monotonnego rytmu życia, który sprzyjał temu, że skupiałam się na różnych swoich objawach, odczuciach, zmianach, i po prostu zapomniałam o tym. Jest dobrze. Trochę się boję, bo ostatnio w wyniku tych różnych ekscytujących zdarzeń strasznie się podniecam, co grozi późniejszą zapaścią, gdy pozytywne emocje opadną, ale zobaczymy – może po prostu będą powoli schodziły, a ja będę podtrzymywać mały, bezpieczny ogieniek. Na razie czuję moc. Mam wrażenie, że choć oficjalna terapia już się zakończyła, we mnie ona wciąż trwa; że idę wciąż naprzód, pnę się w górę, ku pewności siebie i radości życia. Że coraz mniej się boję – a jeśli się boję, to głównie tego, że któregoś dnia znów zacznę się bać.

 

Advertisements

Informacje o zciszy

A loser, but with perspectives
Ten wpis został opublikowany w kategorii autoterapia, lęk, nadzieja, terapia, zaufanie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.